piątek, 9 marca 2018

[10b] Punkt widzenia

Rozdział drugi

“Cause all of the stars
Are fading away
Just try not to worry
You'll see them some day
Take what you need
And be on your way
And stop crying your heart out”


Listopad zastał nas całkowicie połamanych. Zamknęlismy się w sobie. Sasuke z powodu odejścia brata, a ja przez to, że nie mogłam przestać go kochać. Trudno było zapomnieć o osobie, którą darzyło się szczególnym uczuciem całe życie. Każdy dzień wydawał się wyzwaniem. Nie wiedziałam, jak mam funkcjonować, nie myśląc o nim. Jak mam oddychać. Potykałam się i upadałam. Często łapałam się na tym, że moje myśli znów płyną w jego stronę. Uciekałam w świat nauki i obowiązków szkolnych, zapisałam się nawet na dodatkowe lekcje z języków. Przez nadmiar zajęć nie miałam czasu się wysypiać, dlatego byłam zaskoczona, gdy w weekend obudziłam się rześka i pełna energii.
Wstałam z łóżka i otuliłam się kocem, siadając przy biurku. Przed śniadaniem chciałam jeszcze powtórzyć materiał z historii na nadchodzący sprawdzian. Przeczytałam kilka razy notatki i wypisałam daty, które warto zapamiętać. Postanowiłam przerwać naukę, gdy mój brzuch po raz kolejny się odezwał. Zamknęłam podręcznik. Podążając za zapachem tostów, udałam się do kuchni.
Tata siedział u szczytu stołu, czytał poranną prasę i popijał kawę. Mruknął pod nosem, że jest zbyt gorąca i wziął kolejny łyk. Mama z uśmiechem na ustach ustawiała przekąski.
— Sakura, siadaj do stołu — powiedziała. — Czemu tak stoisz? Coś się stało?
Piosenka w radiu urwała się i w kuchni zapadła grobowa cisza. Tata spojrzał zaniepokojony znad gazety. Przez chwilę zastanawiałam się, co odpowiedzieć.
— Nie, nic — zaprzeczyłam. — Po prostu bardzo was kocham. — Na potwierdzenie moich słów przytuliłam rodziców.
— My ciebie też, pączusiu — mruknął mężczyzna. — A teraz siadaj i jedz śniadanie. Mój mały kwiatuszek musi przecież rozkwitnąć w piękny kwiat.
— Kochanie, myślę, że to już dawno się stało — wtrąciła mama.
— Wcale nie! Zobacz jaka nasza córka jest malutka…
Szczęśliwa przysłuchiwałam się, jak rodzice się przekomarzają. W tle znów płynęła radosna piosenka. Za oknem świeciło jesienne słońce. To był naprawdę cudowny poranek.
— Po śniadaniu chciałam iść pomóc Ino w kwiaciarni — powiedziałam, wgryzając się w chrupiący tost. — Będziecie mieli coś przeciwko?
— Ależ oczywiście, że nie! — zaświergotała mama.
— Niedziela tylko dla nas, kochanie — dodał tata i spojrzał na żonę z uśmiechem. — Może pójdziemy do parku?
Jedząc posiłek, przysłuchiwałam się, jak rodzice planowali dzień. Mimo wielu lat małżeństwa lubili spędzać razem czas – chodzić do kina, na spacery, do restauracji – i okazywać sobie miłość. Byłam szczęśliwa, mając takich opiekunów. Zawsze mogłam na nich liczyć i porozmawiać, gdy coś mnie trapiło. Sasuke nie miał tego szczęścia.


Mroźne powietrze szczypało moje policzki. Z ust wydobywały się obłoczki pary. Mimo świecącego słońca, było dość chłodno. Wcisnęłam ręce do kieszeni kurtki i przyśpieszyłam kroku. Kwiaciarnia Yamanaki znajdowała się kilka minut drogi od mojego domu, bliżej centrum Tokio. Pokonałam ten dystans dość szybko, idąc małymi uliczkami, które rzadko były zatłoczone.
Zaskoczona dostrzegłam przez szklaną szybę, że w kwiaciarni panuje spory ruch. Wślizgnęłam się do środka i skostniałymi dłońmi, zdjęłam szalik i kurtkę.
— Cześć, Ino — przywitałam się z przyjaciółką, która właśnie wydawała klientowi resztę.
—  Nareszcie jesteś! — krzyknęła z wyrzutem. — Pomóż mi z przyjmowaniem zamówień, bo sama nie daję sobie rady.
— A gdzie twoi rodzice? — zapytałam, rozglądając się. W tłumie klientów nigdzie nie dostrzegłam właścicielki, pani Mako.
Dziewczyna wyjęła kilka róż z wody i zaczęła je przystrajać wedle życzenia starszej pani. Jej ruchy były szybkie, ale pełne gracji. Na twarzy Ino malowało się skupienie. Musiała uważać, by nie zranić się o kolce.
— Pojechali wczoraj do dziadków na wieś. Mieli wrócić dziś rano, ale zepsuło im się auto i utknęli tam do jutra — wyjaśniła. — Życzy pani sobie białą czy kolorową wstążkę?
— Przepraszam, czy może mi pani pomóc?
W niebieskich tęczówkach Ino wypisana była niema prośba o ratunek.
— Oczywiście, czym mogę panu służyć? — zapytałam z uśmiechem.
Niejednokrotnie pomagałam przyjaciółce w pracy. Nie byłam tak uzdolniona jak ona i nie znałam się na florystyce, ale w kwiaciarni było także wiele innych zadań. Mogłam pomagać kupującym przy wyborze kwiatów doniczkowych, przyjmować zamówienia i należność za nie, rozkładać towar na półkach
Około południa w sklepie zapanował spokój. Ostatni bukiet trafił do zadowolonego klienta, a plakietka na drzwiach oznajmiła: zamknięte. Odetchnęłam z ulgą i opadłam wykończona na ladę.
— Co to było? — zapytałam Ino, uśmiechając się.
— Nie mam pojęcia, jakaś epidemia — wysapała, opierając się o ścianę naprzeciwko. Kropelki potu szkliły się na jej czole. Jasne kosmyki uciekły z kucyka dziewczyny i przykleiły się do szyi. — Masz ochotę na ciepłą herbatę?
Pokiwałam ochoczo głową.
Ino upewniła się, że drzwi wejściowe są zamknięte, a ja wdrapałam się po schodach na górę. Mieszkanie Yamanaki znajdowało się nad lokalem. Budynek należał do jej rodziny od bardzo dawna. Prawdopodobnie prapradziadek dziewczyny otworzył tu pierwszą kwiaciarnię, którą później przekazał dzieciom. Niestety Ino nie planowała przejąć rodzinnego interesu, choć miała rękę do kwiatów.
Zamierzałam właśnie włączyć wodę, kiedy pojawiła się przyjaciółka. Bez skrupułów wyrzuciła mnie z kuchni.
— Idź do salonu i siadaj na tyłku — zarządziła. — Jesteś przecież moim gościem.
Posłusznie spełniłam jej prośbę. Przez okno zaglądały gałęzie drzew. Ostatnie brunatno-złote liście powiewały na wietrze. Niebo było bezchmurne i spokojne. Zupełnie jak ja.
Podskoczyłam, kiedy Ino znienacka usiadła obok mnie na kanapie. Podała mi kubek z herbatą i uśmiechnęła się. W milczeniu delektowałyśmy się napojem.
— Sakura, trzymasz się jakoś? — zapytała niepewnie przyjaciółka, spoglądając na milczący telewizor.
— Pytasz o…?
— Tak — przytaknęła.
W błękitnych oczach widziałam troskę. Tylko ona wiedziała, jak bardzo bolała ta rana. Trwała przy mnie w najgorszym momencie mojego życia, dlatego jej ciągły niepokój nie był bezpodstawny. Na miejscu Ino zachowywałabym się tak samo.
— Już jest dobrze, naprawdę — zapewniłam ją. — Ostatnio jestem tak zajęta, że nawet nie mam czasu o tym myśleć.
— Sakura. — Yamanaka złapała mnie mocno za rękę. — Obiecaj mi…
— Obiecuję ci po raz sto pierwszy — przerwałam jej — że nie zrobię żadnej głupoty. A teraz wybierz jakiś film. — Wcisnęłam jej w dłoń pilot, niemo prosząc o zakończenie tematu. Chciałam tylko spędzić z nią leniwe popołudnie w towarzystwie gwiazd kina.


— Cześć — wyszeptałam, patrząc gdzieś ponad jego głowę.
Czułam się niezręcznie. Nie mogłam sobie przypomnieć, kiedy ostatnio mieliśmy okazję rozmawiać w cztery oczy. Od początku roku unikałam go jak ognia i udawało mi się to, aż do tego przypadkowego spotkania. Wracałam do domu przez park. Nie spodziewałam się, że mogę tam wpaść na Sasuke.
Chłopak nie odpowiedział. Wcisnął ręce do kieszeni i wpatrywał się we mnie pustym wzrokiem.
— Sakura — powiedział tak cicho, że prawie go nie usłyszałam.
Przestraszyłam się, słysząc błaganie w jego głosie. Niepewnie spojrzałam na Sasuke. Nie przypominał nawet cienia dawnego siebie. Oczy miał podkrążone i zaczerwienione, a usta rozcięte w prawym kąciku. Na policzku widniał jeszcze ślad niedawnej bójki. Było mi go żal i nie wiedziałam, co mogłabym dla niego zrobić. Chciałam mu jakoś pomóc, ponieważ tak postępują przyjaciele.  
— Słyszałam, że twój brat wyjechał — wykrztusiłam, aby przerwać tę niezręczną ciszę. — Przykro mi…
— Przykro ci? — burknął, łypiąc na mnie groźnie. — A co to teraz zmieni?
— Ja, chciałam… — jąkałam się. Z nerwów zaczęłam bawić się palcami. — Pewnie jest ci ciężko i…
— Przestań! — krzyknął. Przestraszona zrobiłam krok do tyłu. — Aż tak żałosny jestem w twoich oczach? — zapytał, a jego głos był zimny jak lód. — Nie chcę twojej litości, Sakura. Nie lituj się nade mną. — powiedział i odszedł, zostawiając mnie z mętlikiem w głowie i słonymi łzami w oczach. Jak zawsze widziałam tylko jego plecy.

< >

Dzień był cholernie zimny, ale mimo to wyszedłem na spacer. Nie mogłem wytrzymać toksycznej atmosfery w domu. Przesycone obelgami powietrze dusiło mnie w płucach. Ojciec nie przebierał w słowach, gdy chciał mi dokopać. Mścił się na mnie. Zostałem zmieszany z błotem i obarczony winą za ucieczkę brata. Czułem się jak śmieć. Jedyną osobą, która trzymała mnie przy życiu, była Sakura.
Nie mogłam zliczyć godzin i dni spędzonych pod jej domem. Gapiłem się w okno dziewczyny i modliłem, by przypadkiem dostrzegła mnie na rogu ulicy; zobaczyła jak bardzo potrzebuję kogoś, kto będzie mnie po prostu kochał.
Od godziny błąkałem się bez celu po parku, ponieważ nie miałem się gdzie podziać. Mój jedyny przyjaciel poszedł na randkę. Jak zawsze, kiedy jesteś potrzebny, matołku, to cię nie ma, kląłem na Uzumakiego. Mogłem iść do jakiejś knajpy, ale byłem bez kasy, odkąd ojciec zabrał mi kieszonkowe. Krążyłem więc alejkami i przeklinałem cały świat.
            Ciche cześć wyrwało mnie z letargu. Zaskoczony podniosłem głowę, wpadając w szmaragdową pułapkę. Dziewczyna pojawiła się zupełnie niespodziewanie, wtedy, gdy najbardziej potrzebowałem obecności drugiego człowieka.
Sakura wyglądała na zaskoczoną naszym spotkaniem. Nic dziwnego, skoro od tygodni unikała mnie jak ognia. To ja biegałem za nią, ukrywając się po kątach. Nie chciałem i jednocześnie chciałem, by mnie zobaczyła. Poszukiwałem bliskości, ciepła, zrozumienia. Zapragnąłem dotknąć jej rumianych od mrozu policzków. Mogłem sobie tylko wyobrazić, jak wiele łez po nich spłynęło. Z mojej winy. Wyciągnąłem dłoń, by je otrzeć, ale okazały się tylko majakiem. Szybko włożyłem ręce do kieszeni i zacisnąłem w pięści.
            — Sakura — wyszeptałem błagalnie, gdy chciała odejść.
Na początku patrzyła na mnie lekko zmieszana, a potem zaczęła badać moją twarz spojrzeniem. Wiedziałem, że nie prezentuje się zbyt dobrze. Uciekłem wzrokiem przed jej zielonymi zwierciadłami.
— Słyszałam, że twój brat wyjechał — powiedziała cicho i niepewnie. — Przykro mi…
— Przykro ci? — zapytałem zaskoczony. Chciałem zapytać, dlaczego rozdrapuje moje rany, zamiast zasklepić je swoją miłością. — A co to teraz zmieni?
— Ja, chciałam… — wydukała. — Pewnie jest ci ciężko i…
— Przestań! — Błagam cię. — Aż tak żałosny jestem w twoich oczach? — Nie wiedziałem, kiedy staliśmy się sobie zupełnie obcy. Zawsze, mimo że tego nie przyznawałem, była pomiędzy nami szczególna więź. Rozumieliśmy się bez słów, aż do wtedy. Haruno potraktowała mnie, jakbyśmy naprawdę byli tylko przyjaciółmi. — Nie chcę twojej litości, Sakura! Nie lituj się nade mną! — Błagam, chociaż ty tego nie rób.
Odszedłem. Gotowałem się ze złości. Nie potrafiłem znieść jej przepełnionego współczuciem spojrzenia. Nie tego chciałem. Nie taką ją kochałem?


Spotkanie z Sakurą było gwoździem do trumny. Nie mogłem zrozumieć, dlaczego odnosiła się do mnie jak do wroga, skoro od lat byliśmy sobie bliscy. Nasza znajomość miała specyficzny charakter. Szczerze mówiąc, mi wystarczała sama jej obecność. Kiedy znajdowała się w pobliżu, świat wydawał się lepszy. Czasami pragnąłem mieć ją całą tylko dla siebie, ale wtedy jakiś głosik szeptał mi do ucha, że nie mógłbym jej ofiarować nic w zamian, że nie byłem jej wart. Dlatego bawiłem się nią — przyciągałem i odpychałem.
Nigdy nie sądziłam, że pewnego dnia to ona odsunie się ode mnie. Pragnąłem jej szczęścia i życzyłem jak najlepiej z kimś lepszym, jednak potrzebowałem jej. Potrzebowałem bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. I nie chciałem oddać nikomu innemu.
Zupełnie nieświadomie znalazłem się na ulicy, która ostatnio była moim drugim domem. Moje nogi znały tę drogę na pamięć. Kiedy byłem zrozpaczony, same mnie tu niosły. Niemal natychmiast dostrzegłem dziewczynę, znajdowała się kilka metrów przede mną. Szła spokojnym krokiem, wpatrując się w ziemię. Niewiele myśląc, podbiegłem do niej.
— Sakura! — krzyknąłem.
Zaskoczona odwróciła się przez ramię i zatrzymała.
— Sakura — powtórzyłem, spoglądając w zielone tęczówki. Przestraszyła się i zrobiła krok do tyłu. Skróciłem dzielący nas dystans. Znów uciekła. Podszedłem bliżej i jeszcze bliżej, aż w końcu nie mogła uciec, ponieważ za jej plecami znajdował się mur. — Dlaczego mnie unikasz? — Nie wiedziałem, jak miałem zacząć tę rozmowę. Pragnąłem, by wyjaśniła mi swoje zachowanie, a nie lubiłem owijania w bawełnę.
— Nie unikam cię.
— Kłamiesz — odparłem niemal natychmiast.
Dziewczyna odwróciła głowę, unikając mojego spojrzenia. Chwilę zastanawiała się nad odpowiedzią.
— Wiele się zmieniło, Sasuke — wyznała. — Nie mogę ciągle za tobą biegać, jak głupia gimnazjalistka. Najwyższa pora dorosnąć. — Spojrzała mi wyzywająco w oczy. — Zresztą, zawsze mówiłeś, że jestem irytująca i nie zwracałeś na mnie uwagi. Nagle zaczęło ci zależeć, bo przestałam się tobą interesować? Nie rozśmieszaj mnie.
Ona nie była moją Sakurą.
Miała te same różowe włosy, mały nosek, szczupłe rączki, ale coś się w niej zmieniło.
— Dlaczego taka jesteś? — zapytałem szeptem. Jej słowa wgniotły mnie w ziemię i na chwilę odebrały głos.
— Chcesz mi powiedzieć coś jeszcze? Trochę się śpieszę — powiedziała, robiąc krok w bok.
Powinienem pozwolić jej odejść, ale nie potrafiłem odpuścić. Podniosłem rękę, blokując Sakurze drogę. Złość, którą odczuwałem kilkanaście minut temu, zupełnie zniknęła. Nie miało już dla mnie znaczenia, czy okaże mi litość, czy nie. Po prostu chciałem, by była obok. Tylko ona mogła mnie uleczyć.
Dłuższą chwilę biłem się z myślami. Nie mogłem zebrać się na odwagę, by powiedzieć słowa, które powinienem wyrzec dawno temu:
— Sakura, potrze…
— Nie kocham cię — powiedziała, wchodząc mi w słowo. — Już cię nie kocham, Sasuke.
            Znów kłamiesz, prawda…?



Jak czytałam jeszcze raz ten rozdział to scena w kwiaciarni skojarzyła mi się z Dniem Kobiet i tymi biednymi kwiaciarkami, które są wtedy tak zabiegane. Panowie, litości! Na kwiatach się świat nie kończy. I tak np. chłopcy z mojej klasy kupili słoiczki, wsypali tam cukiereczki i każdej dziewczynie wydrukowali cytat i kilka cech charakteru, za które nas lubią. Słodziaki, nie?
Wiecie, że to był jedyny spokojny rozdział w całym tym opowiadaniu? xD Kolejne będą bardziej emocjonujące i będzie się więcej działo. 
Powinnam teraz siadać do Kota, ale Lalka się sama nie przeczyta. Do świąt skończę ten rozdział. Obiecuję! ;)  



CREATED BY
MAYAKO
CREDIT: ART